UWAGA!

Od 25 maja 2018 r. organem właściwym w zakresie ochrony danych osobowych jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Nowa strona internetowa urzędu jest dostępna pod adresem: www.uodo.gov.pl.

Materiały zamieszczone na stronie Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO) dostępnej pod adresem www.giodo.gov.pl mają charakter archiwalny.

POZOSTAŃ NA STRONIE ARCHIWALNEJ (GIODO)

Kontroler jakości

Metadane
Podmiot udostępniający: Zespół Rzecznika Prasowego Biura GIODO
Wytworzył informację: Trybuna 2006-09-05
Wprowadził‚ informację: Robert Czapski 2006-09-12 12:34:36
Ostatnio modyfikował: Robert Czapski 2013-11-28 12:56:59
Z Michałem Serzyckim , nowym generalnym inspektorem ochrony danych osobowych, rozmawia Piotr Ożadowicz

Sztandarowym hasłem PiS jest pełna jawność życia publicznego. Czy to da się pogodzić z ochroną danych osobowych?

To dwie różne sprawy. Ustawa chroni dane, lecz nie ingeruje w dostęp obywateli do informacji publicznej. To zapewnia inna ustawa, obowiązująca od 2001 r. Problem, o który pan pyta, często pojawia się, gdy, na przykład urzędnik odmawia udzielenia informacji, zasłaniając się ochroną danych. To jest nadużycie. Jedyne co urzędnik może zrobić, to przeanalizować, czy to, o co pyta petent, czy dziennikarz, jest informacją publiczną. Jeśli jest, to ma obowiązek przekazania informacji.

Jedne urzędy zasłaniają się ochroną danych, inne nie chcą się jej podporządkować. Najlepszym przykładem był Instytut Pamięci Narodowej, którego urzędnicy twierdzili, że nie muszą chronić gromadzonych informacji, ponieważ ustawa o IPN jest nadrzędna nad ustawą o ochronie danych. Instytut przegrał proces przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym, który uznał, że IPN podlega prawu w takim samym stopniu, jak inne instytucje publiczne. To oznaczało, że miał obowiązek zabezpieczyć dane. Brak takich zabezpieczeń doprowadził do wycieku tzw. listy Wildsteina. Czy ktoś z IPN powinien za to odpowiedzieć?

Nieodpowiednie zabezpieczenie danych osobowych lub niedopełnienie obowiązku rejestracji zbioru jest przestępstwem wymienionym w ustawie. W przypadku IPN mój poprzednik zareagował tak samo jak w około 400 podobnych przypadkach w ciągu ostatnich 8 lat. Stwierdził, że mogło dojść do naruszenia prawa i skierował informację do prokuratury. Prokuratura, jako niezawisły organ to rozpatrywała. Nie chciałbym oceniać, czy doszło do przestępstwa, czy nie. Chciałbym, aby uczynił to niezawisły organ państwa, analizujący akta w sprawie tzw. listy Wildsteina.

Pozostańmy jednak chwilę przy IPN. Nowa ustawa lustracyjna przewiduje, ze Instytut będzie publikował dane o politykach, którzy podlegają lustracji. Sporną kwestia pozostaje to, czy ujawniać wszystkie dokumenty zgromadzone w archiwach IPN, a więc też raporty Służby Bezpieczeństwa o tym, że ktoś się upił, albo że miał kochankę. Politycy PiS chcą, aby ujawnić wszystko. Czy tak szerokie otwarcie teczek jest w porządku?

Uważam, że z dobrodziejstwa ustawy o ochronie danych osobowych mogą korzystać osoby, które uzyskały status pokrzywdzonego. Czyli takie, o których służby specjalne zbierały informacje, które były inwigilowane. W żaden sposób z ochrony danych nie mogą korzystać współpracownicy SB. Natomiast pokrzywdzeni powinni mieć możliwość wyboru, czy chcą, by wszystkie informacje z archiwów były publikowane. To, co zawarte jest w teczkach, może być bardzo bolesne dla osób pokrzywdzonych. Do tego niektóre sprawy pokazały, ze nie wszystkie materiały mogą odpowiadać prawdzie. Poza tym mogą dotykać osób trzecich. Ludzi, którzy gdzieś zostali w sprawę wmieszani, choć nie mieli nic wspólnego ze współpracą z SB, nie działały w podziemiu. Te osoby mogą sobie nie życzyć publikowania informacji o nich. Dlatego musi być pewien podział. Należy ujawnić informacje na temat osób rzeczywiście winnych, by nie zrównoważyć katów z ofiarami.

Jedną z instytucji, która nie chce podporządkować się kontroli przetwarzania danych jest Centralne Biuro Antykorupcyjne. Dopuszcza Pan gromadzenie informacji bez kontroli? Czy jej brak nie będzie oznaczał, ze biuro może sobie działać w sposób zupełnie dowolny?

CBA nie jest jedyną instytucją wyłączoną z kontroli przetwarzania danych. Są Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i służby wywiadowcze, które działają na takich samych zasadach. Nie ma powodu tworzyć atmosfery histerii. Oczywiście trzeba się przyglądać działalności tej służby, ale nie jest to sytuacja wyjątkowa.

To znaczy, że pozostanie ona bez kontroli? Co pan może zrobić, aby zapobiegać ewentualnym wypaczeniom w CBA?

Mogę, w ramach moich uprawnień, zapytać szefa CBA o gromadzone informacje. Skorzystaliśmy z tego uprawnienia przy wniosku posłów SLD - Katarzyny Piekarskiej i Ryszarda Kalisza - którzy zwrócili się do mnie o wyjaśnienie, czy CBA nie złamało ustawy zbierając informacje dotyczące podejrzeń o korupcję przed powołaniem tego urzędu. "Życie Warszawy" napisało, że jeszcze nie powstali a już zbierają dane. Zapytaliśmy na piśmie ministra Mariusza Kamińskiego, czy taka sytuacja miała miejsce, a jeśli tak to na jakiej podstawie gromadzona informacje. Odpowiedział, ze nie zbierano danych, poza informacjami o kandydatach do tej służby.

Kiedy w Sejmie rozstrzygała się sprawa CBA, Pana poprzedniczka apelowała do marszałka Jurka o to, by objąć biuro antykorupcyjne kontrolą GIODO. Tak się jednak nie stało.

Wydaje mi się, że CBA musi mieć świadomość, iż dane, które zbiera muszą być jak najlepiej zabezpieczone. Jak pokazuje historia z ostatnich dwóch miesięcy, nawet najlepsze zabezpieczenia nie mają znaczenia jeśli trafi się nieuczciwy pracownik. Minister Kamiński jest na etapie doboru ludzi. Mam nadzieję, że budując system zabezpieczenia dobierze ludzi, którzy nie ulegną pokusie złamania prawa. Natomiast jeśli ja mogę mieć jakiś wpływ na to, co się dzieje w CBA, to może on polegać na kontrolowaniu jakości zabezpieczeń.

Pana poprzedniczka cieszyła się opinią apolitycznej...

Bardzo bym chciał , żeby mógł pan użyć takich samych słów, jeśli będzie pan rozmawiał z moim następcą.

Dziękuję za rozmowę.

Ostatnie aktualności